AKTUALNOŚCI

Wanda Rutkiewicz - kilka refleksji urodzinowych

 
Ewa Matuszewska
 
Wanda Rutkiewicz - kilka refleksji urodzinowych
 
Wanda Rutkiewicz na początku swej drogi w góry najwyższe. Fot. Alek Lwow
 
Dziś, 4 lutego 2012, skończyłaby 69 lat. Jak wyglądałoby jej życie, gdyby nie Kangczendżonga, trzeci szczyt świata? Pewnie nie wróciłaby już do zawodu elektronika. Zapewne nie wspinałaby się już, może kręciłaby filmy górskie, pisała wspomnienia o swych himalajskich wyprawach?
 
Wanda Rutkiewicz – zdobywczyni ośmiotysięcznych szczytów, pierwsza z polskich alpinstów na Mount Evereście i na K2, przez czternaście lat moja przyjaciółka, od Mount Everestu po Kanczendzongę. Robiłam z nią wywiady, pisałam z nią i o niej książki, dzięki niej poznałam świat gór najwyższych, choć nie udało się Wandzie namówić mnie na jakąkolwiek wyprawę w Himalaje.

Przyznaję, że mogło to być ciekawe doświadczenie zawodowe – siedzieć w bazie, na przykład pod Shisa Pangmą, nagrywać relacje uczestników wyprawy i później napisać reportaż ze zdobywania najniższego z ośmiotysięczników. Wolałam jednak siadywać z Wandą w jej warszawskim mieszkaniu przy Sobieskiego, pić z biało-niebieskiej filiżanki lapsanga i słuchać, jak tym razem było tam w górze. Jej miejsce było w Himalajach i Karakorum, na moją miarę były Tatry.

Wydawało mi się, że przyjaźń z Wandą była dla mnie tak ważna, jej obecność w moim zyciu tak znacząca, że w pamięci pozostaną wszystkie ważne daty i fakty z Wandą związane. To banał, ale czas niszczy nie tylko nasze ciała, zaciera też pamięć o bliskich, łagodzi smutek po ich utracie. Nie oceniam, dobrze to czy źle.

Ale wdzięczna jestem Panu Jurkowi Słomczyńskiemu, który dziś mi przypomniał o urodzinach Wandy i Pani Alicji za przypomnienie w październiku 2011 o kolejnej rocznicy zdobycia przez Wandę Mount Everestu. Oboje zaglądają na mojego bloga, komentują wpisy, co jest dla mnie motywacją do dalszego prowadzenia Po mojemu. Dziekuję przede wszystkim za pamięć o Wandzie, bo tyle życia, ile pamięci...